Eeeeh, gdzie to jedzenie bez E!

wtorek, 25 sierpień 2015

Właściwie każdy mniej lub bardziej przetworzony produkt spożywczy dostępny na sklepowej półce zawiera chemiczne dodatki. Czy słusznie boimy się groźnie brzmiących substancji ukrytych pod kodem E?

Warto zacząć od tego, że numery z literką E wprowadzono po to, by nas chronić, a nie truć. Wszystkie substancje chemiczne oznaczone tym kodem został uznane przez Komitet Naukowy Technologii Żywności EU za bezpieczne i dozwolone do użycia. Termin „dodatek do żywności” należy rozumieć jako substancję, która wpływa na cechy charakterystyczne żywności, m.in. smak, zapach, barwę i konsystencję. Produktów spożywczych z ich udziałem nie należy utożsamiać z żywnością niezdrową, czy też zanieczyszczoną chemicznie.

Nie takie E straszne?

Tak więc słynne E samo w sobie nie jest diabłem wcielonym, wymyślonym przez koncerny spożywcze, aby nas zatruwać. Problem z dodatkami polega na czymś innym. Po pierwsze, choć nasz obecny stan wiedzy pozwala uznać wszystkie dodatki oznaczone jako E za bezpieczne, to jednak nieznane są nam do końca długoterminowe skutki przyjmowania tych substancji. Fakt jest bowiem taki, że większość tych substancji zjadamy z żywnością stosunkowo od niedawna. Po drugie, znaczenie ma ilość, a niestety jest tak, że dodatków tych zjadamy coraz więcej. Przy lawinowo rosnącym spożyciu dość łatwo może dojść do przekroczenia bezpiecznej dziennej dawki. Po trzecie, niektóre osoby mogę reagować silniej na dodatki. Część dodatków jest bowiem podejrzewana przez dietetyków o wywoływanie reakcji alergicznych u osób wrażliwych.

Nie samym E człowiek żyje

Ostatnim, czwartym problemem, który wydaje się najważniejszy, jest to, że żywność zawierająca dużo dodatków to zwykle tzw. żywność wysokoprzetworzona. Ten rodzaj żywności łączony jest z epidemią otyłości, cukrzycy i innych chorób cywilizacyjnych. O ile więc same dodatki z listy E – przy rozsądnym stosowaniu i braku wrażliwości/alergii na nie – są bezpieczne dla naszego zdrowia, a tyle żywność wysokoprzetworzona, która dzięki nim długo zachowuje świeżość, odpowiedni smak, zapach czy barwę, może być problematyczna. Wśród tego typu żywności należy przede wszystkim wymienić wszystkie produkty gotowe do spożycia oraz te, które wystarczy tylko pogrzać, by trafiły na stół np.: mrożone dania, zupy i dania w proszku/ słoiku, wszelkie kolorowe napoje i większość słodyczy.

Najnowsze badania

Obowiązująca klasyfikacja dodatków do żywności nie uwzględnia ich podziału na dodatki syntetyczne, naturalne oraz dodatki identyczne z naturalnymi. Czasem pod groźnie wyglądającym kodem E kryje się substancja naturalna, jak choćby pierwsza z listy kurkumina (E-100), która wykazuje wręcz działanie prozdrowotne. Nie każdy jednak dodatek jest tak niekontrowersyjny. Wykaz dodatków przedstawiony przez Hamburską Centralę Konsumencką zawiera listę substancji, które mogą wywołać alergie lub inne szkodliwe działania na organizmy żywe (myszy, szczury). Na liście znalazły się: czerń PN – E 151, czerwień 2G – E 128, pigment rubinowy – E 180 oraz ester etylowy kwasu P-hydroksybenzoesowego – E 214. Przypuszcza się, że dodatek barwnika aluminium (E 173) stosowany do polew i słodyczy zwiększa ryzyko zachorowania na chorobę Alzheimera. Z kolei konserwant E 230 znajdujący się skórce owoców cytrusowych, spożyty w zbyt dużej ilości może powodować wewnętrzne krwawienia w organizmie.

Niepokój budzi również stosowanie słodzików i żółcieni pomarańczowej – E 110 oraz chinolinowej – E 104, które w połączeniu z glutaminianem sodu wykazują działanie pobudzające w populacji dzieci. Podsumowując, nie dajmy się zwariować na punkcie E, ale nie bagatelizujmy też tej sprawy. Kupujmy mądrze. Chcąc uniknąć nadmiaru spożywania dodatków do żywności, warto przy zakupie dokładnie zapoznać się z etykietą produktów spożywczych. Należy wybierać te, których termin ważności jest krótszy i w skład których wchodzi mniejsza ilość E-dodatków. Z kolei zakupione warzywa i owoce (szczególnie egzotyczne) warto zanurzyć w misce z solą morską i sokiem z cytryny. To umożliwia już po 10 minutach namoczenia usunięcie z ich powierzchni wielu substancji dodatkowych. Przed spożyciem należy opłukać je pod bieżącą wodą.

Anna Brończyk-Puzoń, dietetyk