Skazani na smutek? RZS a depresja

piątek, 27 luty 2015

Nie zamierzam Was przekonywać, że życie z przewlekłą chorobą jest łatwe i przyjemne, ale chcę Wam napisać, że diagnoza RZS to nie „koniec świata”.

Reumatoidalne zapalenie stawów to choroba przewlekła, a to oznacza, że postępuje, i nie można jej całkowicie wyleczyć. Trzeba jednak pamiętać o tym, że chorobę tę można w wielu przypadkach zatrzymać i całkiem dobrze funkcjonować, będąc aktywnym we wszystkich sferach życia. Dla osób chorujących na RZS ważny jest czas, kiedy wchodzą oni w remisję, stan, w którym nie odczuwają oznak aktywności choroby. To stan, do którego dąży każda osoba przewlekle chora. Zarówno pacjenci, jak i opiekujący się nimi lekarze dbają o to, by okres trwania remisji jak najbardziej wydłużyć. W tym czasie pacjenci czują się dobrze, przestają zmagać się z przewlekłym bólem, ograniczeniami fizycznymi i tym samym mogą wrócić do pełnej aktywności. Remisja choroby możliwa jest przy spełnieniu wielu czynników, z czego jednym wydaje się być kondycja psychiczna, innymi słowy samopoczucie i doświadczane emocje.

Cienie i blaski

Od wielu lat pracuję z osobami cierpiącymi na choroby reumatyczne i dzięki tej pracy poznałam cienie, ale i blaski życia z przewlekłą chorobą. Nie ulega wątpliwości, że choroby reumatyczne determinują styl życia osób nimi dotkniętych, a jednymi z najcięższych momentów w życiu chorych, z którymi trudno sobie poradzić pod względem doświadczanych emocji są niespodziewane nawroty choroby (rzuty) i pogarszanie się stanu zdrowia. Poczucie bezpieczeństwa każdego człowieka, niezależnie od płci, wieku czy statusu społecznego, budowane jest na poczuciu przewidywalności i przynależności. Rzuty choroby powodują, że plany muszą ulec zmianie na skutek nagłego pogorszenia stanu zdrowia. Pozornie osoby przewlekle chore, przyzwyczajają się do tej sytuacji, jednak jest to oswojenie choroby zaledwie na poziomie intelektualnym, natomiast na płaszczyźnie emocji każda zmiana prowokuje silne rozchwianie emocjonalne. Im bardziej smutek, żal i lęk są tłumione, tym silniejsze są doświadczane emocje.

Życie z przewlekłą chorobą prowokuje poczucie osamotnienia w cierpieniu. Osoby, które zachorowały, tracą bardzo cenny dla siebie aspekt pośrednio świadczący o ich miejscu w społeczeństwie – zdrowie i kondycję psychofizyczną. Utrata poczucia własnej wartości, swobody, niezależności, poczucia bezpieczeństwa i możliwości przewidywania własnego losu i najbliższej przyszłości staje się przyczyną obniżonego nastroju. Jest to naturalna reakcja emocjonalna na zaistnienie nagłej zmiany, która zmusza do rezygnacji z planów. To jest ten moment, w którym mogą ujawniać się różnego rodzaju zaburzenia emocji, w tym też depresja.

Lęk przed nawrotem

Niespodziewana zmiana, jaką jest rzut choroby, obarczona jest lękiem. Każdy człowiek potrzebuje czasu i odpowiedniej informacji, by przygotować się do zmiany, zaś w przypadku osoby chorej zmiana następuje nagle, a na ból i ograniczenia fizyczne nie można się odpowiednio przygotować. Biorąc pod uwagę nieznaną przyczynę większości chorób reumatycznych i potwierdzoną naukowo zależność ich nasilenia od siły przeżywanych emocji, wiele koncepcji psychologicznych wskazuje na to, że przeżywanie trudnych emocji, przewlekłego lub traumatyzującego stresu może stać się aktywatorem ujawnienia się lub znacznego zaostrzenia choroby. Tym ważniejsze wydaje się zwrócenie szczególnej uwagi na istnienie lub współwystępowanie zaburzeń emocji u osób chorych na RZS. Szczególną uwagę warto zwrócić na zaburzenie emocji, jakim jest depresja.

Zaburzenie emocji

Równie częste, jak przypadki niezdiagnozowania, są sytuacje nadużywania określenia „depresja” przez osoby przeżywające krótkotrwały epizod obniżonego nastroju. Depresja często współwystępuje z przewlekłym bólem, ale wcale nie musi być przez niego wywołana. To oznacza, że wbrew potocznemu przekonaniu, osoba doświadczająca bólu i wielu trudności spowodowanych chorobą, nie musi cierpieć na depresję. Czym jest depresja i jak się ona ujawnia? Zaburzenie afektywne określane mianem depresji powinno zostać rozpoznane przez lekarza (najczęściej psychiatrę, neurologa lub reumatologa), psychologa lub psychoterapeutę. Zanim jednak tak się zdarzy, jeśli mamy przypuszczenie, że osoba cierpiąca na RZS zmaga się z zaburzeniem w sferze emocji, warto zwrócić uwagę na kilka zmiennych w jej zachowaniu.

Różne aspekty leczenia

Specjaliści rozumieją, że choroby autoimmunologiczne, takie jak RZS, często współwystępują z zaburzeniami w sferze emocji. Dobrze prowadzone leczenie depresji może znacznie zmniejszyć aktywność RZS, co poprawia komfort życia osoby chorej. Leczenie farmakologiczne to jedno, ale szczególną rolę coraz częściej przypisuje się psychoterapii. Jest to dziedzina, której wiele osób nie dowierza, a jest ona skuteczna wtedy, gdy prowadzona jest przez certyfikowanego psychoterapeutę. Psychoterapia to znacznie więcej niż tylko rozmowa. To pomoc w znalezieniu rozwiązań sytuacji, które zdawały się być bez wyjścia, to również nabycie umiejętności innego oglądu sytuacji, a co najważniejsze – to satysfakcja z efektów ciężkiej pracy nad sobą i uzyskanie poczucia sprawstwa (kontroli i możliwości działania). To znaczy, że osoba, która zdecydowała się rozpocząć pracę nad sobą z pomocą psychoterapeuty, zyskuje nowe umiejętności radzenia sobie w sytuacjach trudnych, jakich w życiu z przewlekłą chorobą niestety jest wiele.

Zaprzestanie walki

Może niektórzy uważni czytelnicy dostrzegli, że w tym krótkim artykule nie ma określeń takich jak „walka z chorobą” i tym podobnych... Świadomie ich unikam, gdyż zakładają one bardzo nierówną walkę. RZS jest chorobą przewlekłą, innymi słowy nieuleczalną, a więc jedynym przegranym w walce z nią jest osoba chora. Zaprzestanie walki oznacza jednak zachowanie sił na korzystanie ze wszystkich rozsądnych i spójnych ze sobą metod terapeutycznych, mających na celu znaczne poprawienie stanu zdrowia pacjenta, a jeśli to możliwe, doprowadzenie do remisji choroby. Zaprzestanie walki jest tożsame z pogodzeniem się z chorobą, ale całkowicie opozycyjne względem poddania się i zaprzestania leczenia. Akceptacja choroby to zgoda na jej istnienie, to zrozumienie, czym ona jest i jak modyfikuje życie osoby chorej i jej bliskich. To, co jednak jest najważniejsze, to poznanie swoich ograniczeń, a przede wszystkim możliwości. Możliwości czy innymi słowy zasoby, to po prostu potencjał człowieka, jego siła (psychiczna), zdolności, pasje i marzenia, które realizuje.

W każdym z nas drzemie ogromny potencjał i każdy ma niezrealizowane mniejsze, czy większe marzenia, a choroba sprawia, że często zupełnie inne rzeczy niż dotychczas stają się najważniejsze. Jedni mówią, że inaczej widzą świat, inni – że co innego stało się ważne w życiu, jeszcze inni – że trzeba żyć chwilą, albo wprost przeciwnie, że to doświadczenie bólu jest jedynie momentem na przestrzeni życia. Wszystko zależy od tego, jakie chory ma poglądy i co stało się dla niego najważniejsze w życiu. Człowiek akceptujący fakt zaistnienia choroby, czyni jeden z ważniejszych, jeśli nie najważniejszy krok w życiu. Akceptacja choroby daje poczucie stabilności emocjonalnej i chroni przed poważniejszymi zaburzeniami emocjonalnymi, takimi jak depresja.

Wykwalifikowana pomoc

W tym też momencie pozwolę sobie zauważyć znaczącą rolę osoby pomagającej, jaką mógłby być psychoterapeuta. Może on pomóc przejść w łagodniejszy sposób trudny proces akceptacji choroby i ograniczeń fizyczno-społecznych, jakie ona spowodowała. Dlaczego wracam do propozycji skorzystania z psychoterapii? Dlatego, że w ten sposób osoba chora chroni swych najbliższych. Korzystając z wykwalifikowanej pomocy przenosi ona ciężar doświadczanych emocji z najbliższych na osobę psychoterapeuty. Najbliżsi, widząc, że radzi sobie z doświadczeniem choroby, mogą skoncentrować się na swoim przeżywaniu zmiany, a tym samym łatwiej jest im zaakceptować zaistniałą sytuację (chorobę i zmianę funkcjonowania osoby bliskiej). Akceptacja choroby przez osobę jej doświadczającą, przyspiesza i znacznie ułatwia zrozumienie zmian jej rodzinie i bliskim. Dzieje się tak, dlatego że to, jak o sobie myślimy i mówimy, kreuje nasz wizerunek i powoduje, że w podobny sposób widzi nas nasze otoczenie.

Nasze zachowanie, przeżywane przez nas emocje, myślenie o sobie (obraz siebie) określa to, jak jesteśmy spostrzegani przez najbliższych i przez osoby, z którymi się spotykamy i kontaktujemy. Jeśli nasz świat jest szary, ponury, pełen smutku i mamy przekonanie, że już nic dobrego nas w życiu nie spotka, to jest duże ryzyko, że właśnie tak się stanie. Jeśli jednak zobaczymy, że choroba uczyniła nas lepszymi ludźmi, dostrzeżemy co wspaniałego i wartościowego potrafimy zobaczyć w świecie, w ludziach i w nas samych, to jak w „samospełniającym się proroctwie” okaże się, że jest wokoło nas wiele osób chcących nam pomóc, że jakoś wszystko się dobrze układa i że udaje nam się realizować stawiane sobie cele. Realizacja drobnych marzeń ma siłę nagrody dającej motywację to stawiania sobie i realizowania nowych, większych wyzwań. To właśnie w ten sposób „wiara w marzenia” pozwala je realizować.

Jeśli pacjent:

ma znacznie obniżony nastrój, trudniej jest śię jej cieszyć tym, co dzieje się wokoło niego

ma zaburzenia rytmu dobowego (bezsenność, budzi się w nocy, zasypia dopiero nad ranem)

ma zaburzenia łaknienia (nie ma potrzeby jedzenia lub je zbyt często)

ciągle odczuwa zmęczenie

trudno jest mu wykonywać codzienne proste czynności

zmusza się do każdego działania

cierpi na znaczne zaburzenia uwagi i pamięci

ma poczucie bycia bezwartościowym

bez przyczyny obarcza się winą (np. Ma przekonanie, że przewlekła choroba jest karą)

przejawia myśli samobójcze lub próby samobójcze

Wtedy warto zasięgnąć porady specjalisty. Najlepiej gdy jest to lekarz psychiatra lub lekarz reumatolog prowadzący pacjenta. Ważne jest, by wprowadzone leczenie farmakologiczne (leki, tabletki) pozostawało spójne z leczeniem choroby podstawowej, jaką jest RZS.

 

dr n. hum. Ida Dobrucka-Janeczek, psycholog, certyfikowany psychoterapeuta. Pracuje w Instytucie Reumatologii. Honorowy członek Stowarzyszenia Reumatyków i ich Sympatyków im. Hanki Żechowskiej