Baza i nadbudowa, czyli co w kremie siedzi

wtorek, 07 kwiecień 2015

Dawno, dawno temu, czyli jakieś trzy dekady wstecz, mówiło się przede wszystkim o kremach nawilżających, półtłustych i tłustych, i za tym prostym podziałem szły konkretne oczekiwania konsumenta. Sprawa się skomplikowała, odkąd od kosmetyków pielęgnacyjnych do twarzy zaczęto oczekiwać „efektu skalpela”.

Gdyby obietnice zawarte w reklamach kremów do twarzy miały swoje pokrycie w rzeczywistości, na świecie zniknąłby problem zmarszczek i starzenia się skóry. Zdaje się jednak, że te mają się całkiem dobrze, choć oczywiście współczesne kobiety w większości wyglądają lepiej od swoich mam i babć, kiedy te były w ich wieku. I jest w tym duża zasługa kosmetyków, w tym świadomości, że najważniejszym składnikiem przeciwzmarszczkowym są filtry słoneczne. Nie da się więc zaprzeczyć, że stosowanie odpowiednich kosmetyków ma przełożenie na wygląd naszej skóry, ale też nie ma się co łudzić, że mają ona moc chirurgicznego skalpela.

Powtórka z chemii

Przemysł kosmetyczny za wszelką cenę stara się nas przekonać, że krem to produkt niezwykle zaawansowany technologicznie. W końcu we współczesnym świecie „hi-tech” jest w cenie. Z drugiej strony, mamy jednak coraz popularniejsze sklepy oferujące półprodukty do samodzielnego zrobienia sobie kosmetyków, w tym kremów, i nagle okazuje się, że wystarczy wymieszać raptem pięć składników, żeby otrzymać produkt, który nie różni się w swoim działaniu od kremów ze sklepu. Czyżby to było aż tak proste? Z chemicznego punktu widzenia krem to emulsja, czyli wynik połączenia wody z substancjami tłuszczowymi. Aby to połączenie było trwałe, czyli kosmetyk nie rozwarstwiał się, potrzebne są emulgatory – substancje łączące fazę wodną z tłuszczową. Innymi słowy, najprostszy w świecie krem będzie składał się z tych trzech składników – wody, tłuszczu i substancji emulgującej.

To baza każdego kremu, serum, emulsji do twarzy. Baza, która przy okazji demaskuje określenie oil-free, bo nie ma możliwości, aby jakikolwiek kosmetyk, nawet w formie lekkiego żelu, nie zawierał fazy tłuszczowej. Czego możemy oczekiwać od tak ultraprostego kremu? Ochrony przed utratą wilgoci oraz wsparcia naturalnej bariery ochronnej. Innymi słowy – nawilżenia skóry. Oczywiście od kremu oczekujemy znacznie więcej. Chcemy, aby zapobiegał zmarszczkom, spłycał te już istniejące, rozjaśniał przebarwienia, stymulował skórę do produkcji kolagenu, wzmacniał jej jędrność... Lista oczekiwań jest długa, a ich spełnienie mają zapewnić substancje aktywne zawarte w kremach. Czyli składniki, które uzupełniają naszą bazę o dodatkowe funkcje. To właśnie tej „nadbudowy” szukamy w kosmetykach do twarzy i w stosunku do niej mamy największe oczekiwania.

Podstawy pielęgnacji

Woda stosowana do produkcji kosmetyków musi być czysta pod względem mikrobiologicznym i mineralnym. Może to być tzw. woda termalna, czyli pochodząca ze źródeł aktywnych, co zawsze jest dla producenta powodem do dumy i umieszczenia odpowiedniej adnotacji na opakowaniu produktu. Woda ma wpływać na konsystencję produktu i być nośnikiem aktywnych substancji w niej rozpuszczalnych. Sama działa jako nawilżacz, ale paradoksalnie ma też działanie wysuszające. Jeśli nie zostanie zatrzymana w naskórku, wyparowuje i uszkadza barierę ochronną skóry. Rolą substancji tłuszczowych, czyli emolientów, jest nawilżenie skóry. Mają one działanie okluzyjne, zatrzymują wodę w skórze, zmiękczają ją i odżywiają. Kiedy słyszymy o kosmetykach nawilżających, często wydaje się nam, że one dostarczają skórze nawilżenia, a w rzeczywistości one chronią skórę przed utratą wody, która w niej jest.

Substancje tłuszczowe zawarte w kosmetykach mogą być pochodzenia roślinnego, zwierzęcego lub pochodzić z przerobu ropy naftowej (parafina), mogą mieć konsystencję oleju lub wosku. Wszystkie substancje tłuszczowe mają tendencję do zapychania porów skóry, szczególnie woski oraz tłuszcze uwodornione. Obecnie bardzo modne są kremy na bazie olejów roślinnych, wśród których najczęściej stosowane są: olej z pestek winogron, oliwa, olej palmowy, olej z pestek migdałów, z pestek brzoskwini, olej z nasion wiesiołka, olej z ogórecznika itp. Konsumentom często wydaje się, że oleje roślinne są lepsze od mineralnych, jako że ponoć wszystko, co roślinne i naturalne jest lepsze od tego, co sztuczne i syntetyczne. Jednak oleje mineralne, to także oleje naturalne, które powstają w wyniku przerobu ropy naftowej, a ta przecież także jest pochodzenia naturalnego. W kosmetykach pielęgnacyjnych wykorzystywana jest głównie parafina (nota bene także stosowana przy produkcji leków), która pozostawia skórę miękką i jedwabistą. Jest obojętna chemicznie, nie powoduje alergii i podrażnień, które mogą występować w przypadku używania olejów roślinnych i wosków. Mimo to olej parafinowy ma ostatnio złą prasę, głównie z racji swojego pochodzenia. Wyobraźnia podpowiada konsumentkom, że nakładają na twarz... ropę naftową, co je zdecydowanie odstrasza od stosowania tego skutecznego i bezpiecznego emolientu.

Ad rem

To, co interesuje nas w kremach najbardziej, to substancje aktywne. Wiele jest składników mających korzystny, udowodniony wpływ na skórę. Do nich zaliczymy substancje chroniące przed nadmiernym promieniowaniem słonecznym, czyli filtry przeciwsłoneczne i antyoksydanty, poprawiające nawilżenie (humektanty), optycznie wygładzające (pigmenty rozpraszające światło, krzemionka), a nawet poprawiające funkcjonowanie skóry na poziomie metabolizmu komórkowego, w tej roli rewelacyjnie sprawdzają się pochodne witaminy A. Zacznijmy od humektantów, czyli substancji higroskopijnych, zatrzymujących wodę w skórze. Dla przeciętnego konsumenta określenie to niewiele mówi, jednak przykłady humektantów będą mu doskonale znane. Do grupy tej zaliczamy glicerynę, kwas hialuronowy, mocznik, miód i mleczko pszczele czy żel aloesowy.

Gliceryna to weteran, jeśli chodzi o występowanie w kosmetykach, dzięki temu jest bardzo dobrze poznana. Poza nawilżaniem, zwiększa penetrację składników aktywnych przez skórę, nie uszkadzając przy tej okazji bariery lipidowej. Bierze udział w procesie regeneracji płaszcza lipidowego skóry. Jej minusem jest duża lepkość, stężenie powyżej 5% powoduje, że aplikacja kosmetyku staje się uciążliwa. Młodszą od gliceryny gwiazdą nawilżania jest często obecnie stosowany kwas hialuronowy, silny nawilżacz, który ma możliwość związania do 250 razy więcej wody niż sam waży. Wbrew swojej nazwie nie jest to kwas, tylko wielocukier. W kosmetykach spotykamy jego dwie odmiany: wielko- i małocząsteczkową. Ta pierwsza tworzy film na powierzchni skóry i nie przenika w głąb. Małocząsteczkowy kwas hialuronowy ma zdolność przenikania, stąd może być nośnikiem dla niektórych antyoksydantów rozpuszczalnych w wodzie. W większości kosmetyków stosowana jest mieszanina obu rodzajów cząsteczek.

Mocznik to kolejny dobroczynny składnik kremu, nie tylko do stóp, pod warunkiem, że jego stężenie nie będzie przekraczało 10%. W wyższych stężeniach mocznik ma działanie złuszczające (wówczas doskonale sprawdza się w kremach do stóp, zastępując swoim działaniem tarkę). Mocznik może działać łagodząco i uśmierzająco, dlatego jest zalecany w chorobach skórnych połączonych ze swędzeniem. Żel aloesowy to składnik występujący bardzo często w kosmetykach naturalnych w postaci 10-krotnego koncentratu, który ma bardzo dobre właściwości nawilżające.

Nie marszcz się

Choć kobiety najbardziej obawiają się zmarszczek, tak naprawdę to nie one są głównym wrogiem młodego wyglądu. Znacznie bardziej niekorzystnym procesem jest utrata jędrności skóry. Niemniej to właśnie zapobieganie zmarszczkom wydaje się być głównym celem w pielęgnacji. W tym miejscu warto wspomnieć, że nie ma pielęgnacji przeciwzmarszczkowej bez filtrów słonecznych. Ochrona skóry przed słońcem to pierwszy i podstawowy sposób na jej młody wygląd. Wszystko inne to tylko działania uzupełniające. I tutaj warto pamiętać o antyoksydantach, czyli substancjach neutralizujących wolne rodniki. Skutecznymi antyoksydantami są witaminy C, E, A, PP, koenzym Q10, niektóre kwasy (alfa-liponowy, ferulowy) oraz ekstrakty roślinne (z czarnego bzu, zielonej herbaty, łubinu, pomidora, czarnej jagody, pestek winogron itp.).

W tej grupie na szczególną uwagę zasługują witaminy C i A. Witamina E ma szereg korzystnych właściwości – ma zdolność ujednolicania kolorytu skóry, rozjaśnia plamy pigmentacyjne oraz stymuluje produkcję kolagenu. Często występuje w kosmetykach, jednak jest składnikiem dosyć kapryśnym, który wymaga specjalnego traktowania. W niekorzystnym środowisku, zamiast zwalczać wolne rodniki, witamina C może – jako silny oksydant – sama je generować. Dlatego kosmetyki z jej dodatkiem muszą spełniać kilka warunków. Ich pH powinno być kwaśne, im niższe, tym stabilniejszy jest kwas askorbinowy, ale też i większy jego potencjał drażniący. Ponadto niepożądana jest obecność jonów metali, które mogą wywołać reakcję utleniania (np. miedź, żelazo). Z kolei zawartość substancji tłuszczowych w preparacie nie powinna być zbyt wysoka, witamina C działa skuteczniej, kiedy jest rozpuszczona w wodzie. Ale znowu w środowisku wodnym jest ona bardzo nietrwała, stąd trudno znaleźć skuteczne preparaty o optymalnym składzie. Większość zawiera bezwodne zawiesiny kwasu askorbinowego w silikonach lub innych emolientach. Wybierając preparaty z witaminą C należy zwracać uwagę, by jej stężenie nie było niższe niż 5%, jest to próg, po przekroczeniu którego możemy dopiero mówić o skutecznym działaniu tej substancji.

Królewski składnik – witamina A 

Nie ulega wątpliwości, że jedną z najbardziej skutecznych substancji przeciwzmarszczkowych jest witamina A. Co ciekawe, jej właściwości w tym zakresie odkryto przypadkiem. Pochodnych witaminy A używano do leczenia bardzo zaawansowanych form trądziku. Po latach takiej terapii dermatolodzy zauważyli, że skóra pacjentek wygląda znacznie młodziej od skóry ich rówieśniczek, które nie leczyły się z powodu trądziku. Zaczęto wnikliwie badać tę substancję. Dzisiaj wiadomo, że witamina A stymuluje produkcję kolagenu, co w efekcie ujędrnia skórę, może spłycać zmarszczki oraz poprawia koloryt cery. W kosmetykach występują pochodne witaminy A, takie jak palmitynian retinolu, retinol, retinaldehyd – te spotkamy w kremach drogeryjnych, oraz formy występujące tylko w preparatach dostępnych na receptę, takie jak kwas retinowy, izotretinoina czy tazaroten. Stosowanie retinoidów, szczególnie tych silniejszych, wymaga stopniowego przyzwyczajania skóry do tej substancji, która ma działanie silnie drażniące, bardzo dobrej ochrony przeciwsłonecznej, choć generalnie nie zaleca się kuracji retinoidami latem, oraz dobrego nawilżania skóry w ciągu dnia, ponieważ skutkiem ubocznym może być przesuszenie skóry. Stosunkowo nową formą witaminy A jest retinal, jest on dużo skuteczniejszy niż octan czy palmitynian retinu i nieco mniej skuteczny niż tretinoina, jednak nie jest lekiem. Jedyną firmą posiadającą patent na używanie retinalu w produktach jest koncern Pierre Fabre.

 

SKŁADNIKI O WŁAŚCIWOŚCIACH ANTYOKSYDACYJNYCH, KTÓRYCH WARTO POSZUKAĆ NA LIŚCIE INCI:

Retinol – witamina A i jej pochodne – octan retinu (Retinyl Acetate), palmitynian retinu (Retinyl Palmitate), propional retinu (Retinyl Propionate) oraz retinal (Retinal).

Ascorbic Acid – witamina C i jej pochodne (Ascorbyl*, Ascorbate*; Magnesium Ascorbyl Phosphate, Sodium Ascorbyl Phosphate)

Tocopherol – witamina E

Ubiquinone, Ubichinone – koenzym Q10

Niacinamide – witamina PP (B3)

Alpha Lipoic Acid – kwas alfa-liponowy

Małgorzata Marszałek

Konsultacja: lek. med. Agnieszka Kotowska, dermatolog